Ostropnącze widziało motyle. W niebie rannym ginące i tyle. Vachel Lindsay Ostropnącze
środa, 17 czerwca 2009
Tak sobie pomyślałem, że pora na jakiś muzyczny przerywnik :-), bo mi od tego gadania w gardle zaschło. Piosenki należy słuchać "na cały regulator"  -


wtorek, 16 czerwca 2009

Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek jadł pomelo. Owszem widziałem w supermarketach, nawet dotykałem i zastanawiałem się, jak może smakować pomarańcza skrzyżowana z grejfrutem. Znam osobne smaki tych owoców i chyba niech tak już zostanie. Wolę grejpfruta, szczególnie gdy jest czerwony i soczysty. Wpijam się w jego miąższ gaszący pragnienie, zdarłszy wcześniej grubą i pachnącą skórkę. Lubię pachnieć grejpfrutem, kiedy upaćkam się sokiem z owocu i olejkami eterycznymi ze skórki. Gorzkawy, orzeźwiający smak i przyjemny zapach są mnie w stanie wprowadzić w dobry nastój na cały dzień. Co prawda nigdy się nie zastanawiałem, czy taki grejpfrut jest w stanie przetrwać atomową apokalipsę nie tracąc świeżości, więc nie wiem czy za jakiś czas nie zacznie mi grzbietu pokrywać chitynowy pancerzyk. Mniejsza z tym, wiem że z daleka omijam stoiska z błyszczącymi jaskrawo zielonymi lub jaskrawoczerwonymi jabłkami i innymi nieskazitelnej faktury „produktami natury”, co do których nie mam wątpliwości, że mogłyby dorównać okresem rozpadu niejednemu pierwiastkowi radioaktywnemu. Powinni wywieszać nad czymś takim tabliczkę ze sloganem reklamowym – Żywność na czas Apokalipsy! Trwalsza od Uranu i woreczków foliowych, które możesz u nas zakupić za jedyne dziesięć groszy! Ale to chyba zbyt długie na reklamowy slogan. Ludzie teraz się męczą, po przeczytaniu równoważnika zdania i nie ma co od nich wymagać dłuższego zatrzymania wzroku na takim monstrum. Dlatego teraz w reklamie używa się sloganów typu – Bądź Bambucza! Albo w ogóle się ich nie używa, bo niby po co. Pies czy kot czytać nie umie, a wiedzieć ma, że to żarcie jest dla niego najlepsze i tak ma sterować swoim właścicielem, żeby w końcu ten załapał, która puszkę ma kupić dla pupila. Kiedyś moja suczka oglądając taką reklamę zaczęła wyć i wydawać różne nieartykułowane dźwięki stając przed telewizorem na przednich łapach, odwracała do mnie głowę i jej wielkie łzawe oczy wpatrywały się we mnie błagalnie. No to poszedłem i kupiłem, wrzuciłem na miskę i nawet nie tknęła, chociaż nawet ładnie pachniało. Widocznie zbyt ładnie. Psy to są jednak mądre zwierzęta. Z drugiej strony, może i lepiej że pogardziła i zaczęła z apetytem chrupać dobre niemieckie żarcie dla psów, które za rozsądne pieniądze można kupić w sklepie weterynaryjnym, bo nie dosyć, że to z reklamy drogie, to czort wie co tam jest, że biedna psina o mało torsji nie dostała. Tak, podejrzewam, że karma dla psów również przetrwała by Atomową Apokalipsę, a puszka nie zaznałaby nawet jednej zmarszczki bombażu. Swoją drogą, ostatnią konserwę zniekształconą bombażem widziałem pod koniec lat osiemdziesiątych. Czy to znaczy, że ludzie jedzą więcej konserw, czy raczej że konserwy są lepiej konserwowane? No nic, lepiej nie wnikać. Mój pies z powodzeniem mógłby spełniać rolę kanarka w kopalni, a chyba już nauczył się, że reklamie ufać nie można, bo teraz kiedy widzi spot zachwalający psie trufle, to warczy. I słusznie, bo psa można oszukać tylko raz, potem gryzie.

02:12, czarnyreporter , cal_po_calu
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 15 czerwca 2009

- Kpisz czy męża szukasz?

- O to, to to drugie!

- To już lepiej kpij.

Nadymasz różowe usta i obrażona odwracasz się śledząc czarne kropki ptaków przesuwające się leniwie po czerwonawym niebie. Chyba już nie nadamy poetyckiego wymiaru temu wieczorowi, ja bo czuję, że zaraz wyskoczę przez okno, ty bo jesteś dzisiaj w nastroju na obrażanie się o wszystko, poza tym jakiś idiota przypomniał sobie, że od pięciu lat nie kosił trawy w ogrodzie i hałasuje od siódmej wieczorem kombajnem Stihl. Czuję jak kwaśnieje twoje wino w kieliszku i zamienia się w ocet, i płowieje jego karminowy bukiet. Moje piwo, zamienia się w powoli w ciecz bez smaku, rozsiewając już lekko kwaśnawą woń minionej euforii. Jakoś nie mamy dziś nastroju na toasty, igranie ze złocistym i purpurowym, rozkoszowanie się późnym słońcem Asturii i wyprażonych z chmielu goryczek. Za oknem jest zimno. Niedługo Noc Świętojańska, ale ma się tak jakoś pod październik ewentualnie wczesny kwiecień. Jeżeli tak dalej pójdzie Dziewice w Noc Świętojańską zamiast tańczyć nago przy ognisku, będą siedziały okutane w grube swetry i płaszcze przeciwdeszczowe łykając aspirynę.

- Co czytasz? - Staram się odwrócić naszą uwagę od przygnębiającego rzężenia kosiarki za oknem.

- A, takie tam... - podnosisz zamglone oczy, wyrywając się z trudem z labiryntu liter, sylab, zdań i znaków przestankowych.

- Czyli... - zachęcam, mam ochotę naprawdę wyskoczyć przez to okno i obić szkaradnie tępe ryło uzbrojonego w spalinowy mechanizm trolla.

- „Wprowadzamy nieład między rzeczy i słowa. Oto nowa poezja. Słowa zamieniły się w słowa i nie ma kresu „możliwościom człowieka””1 - melodia twojego głosu działa jak balsam na skołatane nerwy i wbrew tekstowi wprowadza ład, brzęczenie za oknem cichnie, hekatomba traw i ziół i kwiatów została złożona, błagam tylko w duchu, żeby upiornemu ogrodnikowi nie przyszło teraz do głowy całopalenie.

- Możliwości człowieka... nasz sąsiad zadziwia mnie swoimi możliwościami. Ciekawe czy pocięty w kawałki mógłby dalej funkcjonować jak dżdżownica, wcale bym się nie zdziwił...

- To całkiem sympatyczny Starszy Pan – przerywasz mi, a ja czuję, że moje oczy powiększają się do rozmiarów spodków od filiżanek. - Pożyczył mi tę książkę. Nie mów o nim troglodyta, dobrze?

- To dlaczego kosi tę cholerną trawę wieczorem? Nie może tego robić w dzień?

- Nie, bo w dzień pisze. - mówisz do połowy zatopiona w lekturze, do połowy wpatrzona zdumionym wzrokiem w umykające za oknem obłoki nienaturalnego koloru przesuwające się po ciemniejącym atłasie nieba.

Dobrze, niech będzie pisarz, pisarz też ma prawo kosić trawnik i wcinać karkówkę z grilla, tylko niech to robi w określonych porach. Kosiarka rano, grill wieczorem, pisanie w nocy. A zresztą co mnie to obchodzi. Zaczynam się chyba powoli żegnać z dawnym sobą, zauważam, że zaczyna mnie drażnić coraz więcej, coraz częściej i coraz intensywniej odczuwam irytację i chyba moja Muza zaczyna cierpieć na przypadłość naskórka traktorzysty mechanika. Sięgam po swoją książkę i czytam - „Drugi uczony, w sposób bardziej komunikatywny, daje wywód o tym, że my, Polacy, jesteśmy przeciwieństwem Europy. Powiada, że Europa dała wybór, dyskusję, a stworzyła ją „trójca”: Francja, Anglia i Niemcy – jedyni, którzy umieją wycisnąć abstrakt z golonki i piwa, ale ta Europa potrzebuje Polaków i Finów, bez nich stałaby się samolubna i bezpłodna, jak wszystko, co nie krzyżuje się czasem ze swoim przeciwieństwem”. Po przeczytaniu, że jesteśmy przeciwieństwem Europy, gotowi jesteśmy pobiec do biura paszportów, żeby nam pozwolili wyjechać i zapłodnić Europę, troszkę skrzyżować się z Trójcą”2. Wybucham śmiechem. Dwadzieścia lat po powstaniu tego tekstu sam wyruszyłem „krzyżować się” z Trójcą, ale wtedy to była już inna Europa i zapładniali ją już wtedy dosyć skutecznie Synowie Orientu i Maghrebu.

- Posłuchaj tego... - wyrywasz mnie z zadumy – „Nawet nocą, kiedy jawą rządzą powieki czułości, aż staje się źrenicą, plamką na tęczowce – obojętność, nie żałość, jest domeną światła i ewolucja tłumaczy, że nie ma pożegnań.”3 - Śliczne...

- Tak, może być – odburknąłem – brzmi znajomo, jak deja vu. Prawdopodobnie autor również wył kiedyś z samotności do księżyca.

- Tak ewolucja tłumaczy wszystko – nie ma pożegnań.


1Tadeusz Róźewicz – „więc jednak żyje się pisząc wiersze za długo. „ Z tomu „Płaskorzeźba.”

2Daniel Passent - „Walka artystów z publicznością” w „Bałwan pod klucz”

3Dariusz Suska – Jak pradawna Saskio, dlaczego Henryko.

21:51, czarnyreporter , cal_po_calu
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 czerwca 2009

Her love rains down on me easy as the breeze/I listen to her breathing it sounds like the waves on the sea/I was thinking all about her, burning with rage and desire/We were spinning into darkness; the earth was on fire” - sączy się miękko z głośnika, to Pink Floyd z Division Bell, siedzę sobie i myślę, czytając wiadomości, że Ziemia już od dawna jest w płomieniach, i to nie tylko dlatego że samoloty wariują i na drugą kadencję został wybrany Ahmadineżad a Korea Północna bawi się w atomowe mocarstwo. Coś dziwnego dzieje się z ludźmi, patrzą na mnie niewidzącymi oczyma, przemawiają nieznanym językiem, martwych pozdrowień i są głusi od pędu powietrza, który powstaje gdy gnają na oślep rzucając zdawkowe cześć. Świat wiruje coraz szybciej, tak że czuć swąd tlących się osi. Ludziom dymi spod czaszek a oczy zachodzą bielmem. Na szczęście dzisiaj noc jest spokojna, to wycie za oknem nie robi na mnie wrażenia, kiedy słyszało się sztorm na Atlantyku, miejscowe ptifurki nie robią już na człowieku wrażenia. Gdyby nie płaski krajobraz, to nawet można by doszukiwać się podobieństw ze Swansea. Nawet deszcz dzisiaj podobnie padał, prawie tak samo jak przed rokiem, gdy wracałem po ostatnim dniu pracy przez George Street Bridge i solennie sobie obiecywałem, że nie będę ryczał. Szedłem sobie przez ten George Street Brigde, w ręku trzymałem butelkę pożegnalnej whiskey, padał deszcz, ja ryczałem, z flaszki ubywało gorzałki, a przecież trzeba wiedzieć, George Street Brigde, to całkiem długi most, może nie tak długi jak Severn Bridge, ale idąc wolno można wypić sporo whiskey.

To śmieszne, ale teraz już chyba nie mógłbym nigdzie wyjechać, bo gdybym miał się z kimś żegnać na dworcu, to chyba by mnie zabiło na miejscu. Nie lubię pożegnań, coś rozrywa mnie w środku i potem długo nie mogę dojść do siebie. Najlepiej odwrócić się plecami i zniknąć za zakrętem – do następnego telefonu, do wpadnięcia na siebie na chodniku Warszawy, Amsterdamu czy Londynu. Machnij ręką i rozpłyń się we mgle, żeby wyłonić się z innej mgły lub mgławicy.

Damnant quod non intellegunt” – chciało by się powiedzieć, kiedy czyta się o kontrowersjach związanych z koncertem Madonny. Osobiście nie przepadam za nią ani jako za piosenkarką, ani jako aktorką czy czym tam ona się jeszcze zajmuje. Ale żeby od razu babkę nazywać Antychrystem? To tak jak z Teletubisia zrobić geja. No dobra przypada w ten dzień Wniebowzięcie, to co obchody „Cudu nad Wisłą” też odwołać? Nasi wojujący bracia katolicy chcą uchronić nas od wiecznego potępienia, a tymczasem robią Pani Ciccione super reklamę i sprawiają, że mniej pobożna część społeczeństwa, czyli jakieś 90 procent, stuka się w czaszkę z pobłażliwym uśmiechem. Niech sobie śpiewa na tym Bemowie, mnie to obchodzi o tyle, że to piosenkarka mojej młodości i jej przyjazd daje nadzieję, że w końcu i u nas robi się normalnie dla Gwiazd Światowej Estrady. Niech se babina śpiewa, chociaż już nie pierwszej świeżości. Zawsze można zatkać uszy, a Świątynia Opatrzności się od tego nie zawali.

Ostatni raz Nyiragongo wybuchł w 2002 roku. Zginęło wówczas 45 osób, 300 tysięcy ewakuowano, a prawie 20 procent miasta Goma zostało zalanych lawą.” czytam w sobotniej Rzeczpospolitej – mam dziwne przeczucie, że ten wulkan to symbol czasów, w których przyszło nam żyć. Najbezpieczniej jest pod wulkanem. Co za paradoks, ale coś w tym jest, że kiedy na samym początku musiałem wynajmować mieszkanie w najgorszej dzielnicy miasta, pełnej narkomanów, żuli, dziwnych typów i prostytutek nie spotkało mnie nic złego, a wystarczyło, że przeniosłem się do nieco lepszej dzielnicy i już kilka dni później ktoś włamał mi się do mieszkania.

Po raz pierwszy od pięciu lat do układu okresowego pierwiastków zostanie dodany nowy element. Będzie to najcięższy ze znanych nam pierwiastków.” - Czasem przypominamy sobie o dawnych pasjach, odkładają się gdzieś w nas głęboko i potem zapalamy się jeszcze raz, tak samo jest chyba z tym blogowaniem. O nowym pierwiastku możecie przeczytać tutaj.

Chyba zaczynam dochodzić do siebie cal po calu, brakowało mi tego pisania.

00:38, czarnyreporter , cal_po_calu
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 czerwca 2009

Obawiałem się, że po ostatnim czyszczeniu Bloxa, ten blog zniknie bezpowrotnie w internetowej czarnej dziurze, ale na szczęście tak się nie stało, za co bardzo chcę podziękować administracji (a taka mała wazelinka). Praktycznie do dziś nie mogę sobie podarować, że jednym kliknięciem zlikwidowałem moje poprzednie blogi. Gdyby nie to, pewnie byłbym na tej platformie jednym z weteranów. Poza tym umknęło mi z pamięci wiele szczegółów, które kiedyś skrzętnie odnotowywałem, bawiąc się w kronikarza własnego losu. Bezpowrotnie utraciłem kilka fajnych zdjęć, których nie zarchiwizowałem i straciłem kontakt z kilkoma świetnymi osobami, które w jakiś sposób wzbogacały moje jestestwo. Nie pamiętam już, co na przykład myślałem, krótko przed wyjazdem do UK i nie pamiętam z kim się umawiałem na piwo w Łodzi. Szkoda, ale jak mówi poeta „Nie czas żałować róż, gdy płonie las”. Bloga dobrze jest mieć i nie kasować, bo nigdy nie wiadomo, kiedy człowiek będzie chciał dać upust swojej frustracji, radości czy zniecierpliwieniu, a przy okazji może prześledzić byłe stany emocjonalne i na przykład czy 17 Marca 2006 roku miał kaca, czy wręcz przeciwnie. Pisząc to, mam na myśli rzecz jasna blogi osobiste, bo tematyczne to inna sprawa i rządzą się one innymi prawami. Tworząc bloga tematycznego liczymy na zainteresowanie, częste odwiedziny internautów i wysokie pozycje w rankingu. W przypadku bloga osobistego, niekoniecznie. Dlatego, kiedy dowiedziałem się o czyszczeniu i przypomniałem o tym zapomnianym przeze mnie, Ludzi i Siły Wyższe miejscu, zadrżałem i pomyślałem sobie - „No to po ptokach”. Jednak z radością widzę, że przetrwał moje wahania nastrojów, proces adaptacyjny do polskiej rzeczywistości i bloxową maszynkę do mielenia makulatury. Niedługo minie rok, od kiedy wróciłem na stałe w rodzinne pielesze i mimo, że miałem momenty, kiedy walizki stały spakowane, a w ręce trzymałem paszport i bilet, to jednak jestem tutaj i raczej chęć opuszczania kraju z wulgarnym słowem na ustach jest już za mną. Właściwie nie mam powodów do narzekania, bo Polska nie jest aż tak złym miejscem do życia, a nie przejmując się kilkoma irytującymi sprawami można tutaj całkiem przyzwoicie żyć, bez zbędnych obciążeń i stresu.

Takie mniej więcej mi się nasunęły wnioski po roku: Zewnętrznie Polska, to zupełnie inny kraj, niż ten, z którego wyjeżdżałem, zmieniło się tyle, że potrafiło mnie wprawić w zdumienie. Najmniejsze zmiany zaszły w mentalności Polaków, ale na to akurat byłem przygotowany i tu raczej trudno było mnie wprowadzić w stan osłupienia i czasem robiło mi się ciepło, że jednak tu i ówdzie wszystko jest „po staremu”.

„Chętnie przyjmę, że nie jestem całkiem normalny. Opowiem anegdotę – późna sprawa, ale rzuca światło wstecz. Kiedy mój syn studiował fizykę w Princeton – spędził tam cztery lata – utrzymywałem z nim dość intensywną korespondencję. I on skarżył się matce w liście, że ojciec, zamiast pisać o swoim życiu wewnętrznym albo pytać o jego nastroje, pisze o galaktykach, o czarnych dziurach, o zakrzywieniu przestrzeni. Żona moja odpowiedziała mu: życiem wewnętrznym twojego ojca są właśnie czarne dziury i galaktyki. I naprawdę tak jest.” - Tak rozpoczyna się fascynujący wywiad – rzeka „Świat na krawędzi”, w którym podczas rozmowy Tomasza Fiałkowskiego ze Stanisławem Lemem, zostajemy zabrani w fascynującą podróż w świat autora „Kongresu Futurologicznego”. Po przeczytaniu tej książki, żałuję coraz bardziej, że Stanisław Lem nie napisze już żadnej książki, artykułu czy eseju. Wbrew pozorom, cytat z tej pozycji nie pojawił się tutaj bez związku. Kiedy ta książka ukazała się w Wydawnictwie Literackim w 2007 roku, byłem poza Polską i wtedy miałem raczej mało czasu, aby śledzić nowości wydawnicze w kraju, dlatego od blisko roku nadrabiam zaległości i staram się wyszukiwać do czytania pozycje z tamtego okresu, rzecz jasna nie zapominając o nowościach i ulubionych lekturach, do których wracam. Chyba z dużą nawiązką przekroczyłem ogólnopolską statystykę czytelniczą. A lektura dosyć często pomagała mi ostatnio z uporaniem się z aklimatyzacją w naszym pięknym kraju, który w co nie wątpię zaskoczy i wprowadzi mnie w zdumienie jeszcze nie raz.

14:21, czarnyreporter , cal_po_calu
Link Komentarze (4) »
piątek, 30 stycznia 2009
Jak by to napisać... Nowy Rok mamy... Do siego... misiaczki kochane :-)
02:33, czarnyreporter , cal_po_calu
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 września 2008
No proszę, jak ten czas szybko leci :-)
Właściwie powinienem być poirytowany.
Po powrocie do Polski, miałem prawie z marszu ruszyć do pracy, tymczasem nic z tego nie wyszło. Zacząłem więc wysyłać CV do różnych firm.
Moje spostrzeżenie jest następujące:
Kiedy w Wielkiej Brytanii ubiegałem się o pracę i wysyłałem podania, w 9 na 10 przypadków otrzymywałem odpowiedź od pracodawcy - negatywną lub pozytywną, ale zawsze jakąś. Do tej pory w Polsce wysłałem kilka tuzinów podań, z czego otrzymałem odpowiedź na... trzy!!!! Zaczyna mnie nachodzić nieprzyjemna myśl, że ogłoszenia o zatrudnieniu w naszym kochanym kraju służą do wyłudzania danych osobowych, albo że pracownicy HR w firmach są tak leniwi, że nawet nie chce im się zredagować lakonicznego maila.
Pod tym względem Polska to ciągle łajdacki kraj.
Poza tym wszystko w porządku.
10:36, czarnyreporter , cal_po_calu
Link Komentarze (3) »
wtorek, 08 lipca 2008
Wkrótce dostosuję tego bloga do nowych realiów.
Póki co:
- spędzam czas z najbliższymi
- odwiedzam starych znajomych
- odkrywam rodzinne miasto na nowo (mimo wszystko trochę się zmieniło)
- uzupełniam zaległości w "sprawach bieżących"
- szykuję się do wyjazdu w góry
- korzystam z wolnego czasu (niedługo koniec laby)
W sumie zajęty jestem :-).
11:27, czarnyreporter , cal_po_calu
Link Komentarze (5) »
piątek, 04 lipca 2008
Co ja tam będę kity wciskał - jestem w Polsce i jestem szczęśliwy jak ruda świnia. Udanych wakacji, tym którzy je mają.
08:00, czarnyreporter , cal_po_calu
Link Komentarze (6) »
piątek, 27 czerwca 2008
Wysłuchałem przed chwilą wywiadu z Lechem Wałęsą w salonie politycznym trójki... Panie Prezydencie w przeciwieństwie do Pana imiennika aktualnie sprawującego urząd ma Pan mój szacunek i choć może to niewiele ale to Pan jest postacią historyczną i to Pana nazwisko pojawiało się, obok Jana Pawła II, we wszystkich moich rozmowach o Polsce z obcokrajowcami, nawet z najodleglejszych zakątków świata.
09:01, czarnyreporter , cal_po_calu
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
statystyka web stats